#2 „CAMINO”

Dzisiejsze zajęcia miały wyglądać trochę inaczej. Przyjechała do nas dziewięcioosobowa grupa starszych dzieci z lekką niepełnosprawnością intelektualną. Ponieważ w gospodarstwie mieliśmy sporo zamieszania związanego z uszkodzonymi ogrodzeniami, musiałam zmienić wcześniejszy plan. Zamiast próbować na siłę realizować przygotowany scenariusz, postanowiłam wykorzystać to, co było wokół nas, i pokazać dzieciom kawałek naszego codziennego świata ..

W ten sposób spontanicznie powstała, bardziej rozbudowana, wersja programu „Charlotte idzie do szkoły”.

Ponieważ dzieci były samodzielne i mogły swobodnie poruszać się po gospodarstwie, zaczęliśmy od spaceru po stadninie. Pokazałam im wybiegi, miejsca, w których przygotowujemy paszę, sposób doprowadzania wody i opowiadałam o tym, jak wygląda codzienna praca przy koniach. Chciałam, żeby zobaczyły, że życie w stadninie to nie tylko sam kontakt ze zwierzęciem, ale również bardzo dużo troski, odpowiedzialności i zwykłych, powtarzalnych czynności.

Potem weszliśmy do galerii. Dzieci dostały zadanie odnalezienia koni na obrazach. Mogły dotykać powierzchni prac, sprawdzać ich fakturę i zauważać różnice między poszczególnymi technikami. Szczególnie spodobały im się obrazy tworzone wspólnie podczas plenerów, kiedy każdy artysta malował swój fragment, swoją część własnego świata, a mimo to na końcu powstawała jedna wspólna praca.

Oglądaliśmy również fotografie i prace powstające podczas naszych letnich warsztatów, w tym wspólne rysunki tworzone przez uczestników kolejnych edycji Shetland Pony Camp.

Następnie zajrzeliśmy do siodlarni. Rozmawialiśmy o derkach, o tym, jak chronimy konie przed deszczem i chłodem oraz jak postępujemy z koniem spoconym po pracy. Pokazałam dzieciom, że sprzęt i derki są czyste, wyprane i odpowiednio przechowywane. Rozmawialiśmy o tym, że dbanie o rzeczy należące do konia jest częścią odpowiedzialnej opieki nad nim. Pokazałam także buty ochronne dla koni i wyjaśniłam, do czego służą.

Najważniejszym momentem dzisiejszych zajęć okazało się jednak spotkanie z Camo (Camino)

Camo musiał ostatnio zmienić wybieg i znaleźć się w nowym miejscu. Pomyślałam, że możemy tę sytuację wykorzystać jako prawdziwe zadanie obserwacyjne.

Przy każdym nowym zadaniu najpierw ważne jest dla mnie upewnienie się, czy uczestnicy i wychowawcy czują się komfortowo w obecności nowego konia. Nikt nie powinien być stawiany w sytuacji, w której czuje lęk albo presję tylko dlatego, że takie ćwiczenie zostało zaplanowane.

Tak samo ważne jest odpowiednie przygotowanie samego konia.

Camino jest już dobrze wychowanym młodym koniem. Pracujemy z nim na linie, wychodzi na spacery prowadzony w ręku i ma za sobą pierwsze zajęcia z Horse Agility. Znam jego charakter i sposób reagowania na człowieka. Nie miał jednak wcześniej okazji znaleźć się wśród tak dużej i głośnej grupy.

Powiedziałam więc dzieciom i wychowawcom, że tym razem zostaną trochę moimi pomocnikami i trenerami. Mieliśmy wspólnie sprawdzić dwie rzeczy: ciekawość Camino i jego odporność na stres.

Weszliśmy do roundpenu, ale pozostawiliśmy go otwartego.

To było dla mnie bardzo ważne.

Camino przez cały czas miał możliwość wyjścia. Mógł zostać z nami, ale równie dobrze mógł odejść. Nie chciałam obserwować jego zachowania w sytuacji, w której koń pozostaje tylko dlatego, że nie ma innego wyboru. Zależało mi na tym, aby to naprawdę była jego decyzja.

Staliśmy w ciszy i obserwowaliśmy.

Poprosiłam o ciche oklaski, potem głośniejsze. Koń nawet nie drgnął. Dodaliśmy nieśmiałe wołanie, potem podkręciliśmy głośność, stopniowo. 

Camo stał wyluzowany, podnosił tylko łeb jakby sprawdzał, wracał jednak do swoich myśli. 

Nie próbował odejść, nie szukał nerwowo wyjścia, nie reagował gwałtownie. Zachował spokój i ciekawość. Mimo że droga na zewnątrz była otwarta, zdecydował się pozostać z nami.

Dzieciom bardzo się to podobało. Miały poczucie, że naprawdę uczestniczą w szkoleniu konia i pomagają mi w ocenie zachowania.

Dla mnie ten moment miał jednak jeszcze inne znaczenie.

CAmino jest koniem, którego sami wyhodowalismy. Znam go od początku, obserwowałam jego rozwój i świadomie zdecydowałam, że właśnie jego będę dalej przygotowywać do pracy z człowiekiem.

I takie chwile są dla hodowcy szczególnie ważne.

Treningiem można nauczyć konia bardzo wielu rzeczy. Można budować doświadczenie, rozwijać zaufanie, stopniowo oswajać z nowymi bodźcami. Ale są też cechy, które koń po prostu ma: naturalna ciekawość, sposób reagowania na nowe sytuacje, odporność na napięcie, gotowość do pozostawania przy człowieku.

Camino kolejny raz pokazał mi, że wybór właśnie jego do tego rodzaju pracy był bardzo dobry. Jako hodowcy daje mi to ogromną satysfakcję.

Kolejnym punktem dnia było poszukiwanie stada szetlandów. Dzieci poznały je podczas poprzedniej wizyty. Ich wybieg znajduje się dość daleko, więc mieliśmy przed sobą piękny spacer przez pastwiska. Po drodze oglądaliśmy stare dęby, zabudowania i krajobraz gospodarstwa.

Kiedy dotarliśmy do szetlandów, rozmawialiśmy o spokojnym, niewymuszonym kontakcie z końmi. O tym, że nie zawsze musi być konkretne zadanie i nie zawsze trzeba czegoś od konia oczekiwać. Czasami warto po prostu być przy stadzie, obserwować zwierzęta i przez chwilę wejść w ich spokojniejszy rytm.

Rozmawialiśmy z opiekunami o tym, że taki kontakt działa nie tylko na dzieci. Bardzo często widzę, że oddziałuje również na wychowawców i opiekunów. Oni także zwalniają, zaczynają uważniej obserwować i uczestniczą w tym doświadczeniu razem z dziećmi.

Po powrocie do galerii obejrzeliśmy Księgę Gości pełną historii, zdjęć i obrazów. Naklejane elementy Jest w niej dużo wpisów, zdjęć, naklejonych elementów i różnych struktur.

Zakończyliśmy spotkanie niespodzianka. W podziękowaniu za pomoc przy dzisiejszym „szkoleniu” Camino podzieliłam się z podopiecznymi i wychowawcami pamiątkowa karta kolorowanki. To zapowiedź książeczki z historiami opowiedzianymi przez Charlotte w formie kolorowanki. 

Dzisiejsze zajęcia były improwizowane, ale była to sensowna improwizacja, dobrze dopasowana do grupy i do sytuacji, którą zastaliśmy tego dnia.

Naturalnie połączyły się w nich edukacja, ruch, sztuka, doświadczenia sensoryczne, poznawanie codziennego życia gospodarstwa i kontakt z końmi. Nie trzymaliśmy się sztywnego scenariusza. Reagowaliśmy na to, co pojawiało się po drodze.

I właśnie dlatego wszystko zadziałało tak dobrze.

Z dzisiejszego dnia najbardziej zostaje mi w pamięci Camo stojący spokojnie w otwartym roundpenie.

Mógł odejść.

A jednak został.

Dla dzieci było to ciekawe doświadczenie i świetna zabawa.

Dla mnie – kolejne potwierdzenie, że koń, którego wyhodowałam i którego wybrałam do dalszej pracy, ma dokładnie te cechy, których w nim szukałam: spokój, ciekawość, odporność i gotowość do kontaktu z człowiekiem.

Więcej artykułów ➡️ ARTYKUŁY

Dodaj komentarz